Wywiad z Olafem
Ciąg dalszy cyklu wywiadów, dziś przedstawiamy Olafa Szymańskiego, urodzonego 21 lipca 1994 r. w Starogardzie Gdańskim.
Sukcesy Olafa:
– Brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorów 2011 r. Toruń
Dziś bierzemy w ogień pytań naszego wychowanka ,a obecnie mgr prawa na UMK w Toruniu (obrona pracy magisterskiej na ocenę bardzo dobrą) ,który postawił na naukę i to była z perspektywy czasu najlepsza decyzja w Jego życiu .
1.Co przekonało Cię do uprawiania koszykówki, kto był dla Ciebie wzorem do naśladowania na parkiecie i co dała Ci koszykówka?
Olaf Szymański:
Przyznam szczerze, że koszykówka była w mojej rodzinie od najmłodszych lat. Już jako „kilkulatek” jeździłem na mecze, które rozgrywał mój tata (grający zawodowo), a także na mecze już wtedy ekstraklasowego Nobilesu Włocławek, podczas których odkąd pamiętam panowała niezapomniana atmosfera.
Mój ojciec grał w koszykówkę na najwyższym poziomie i naturalnie zaraził mnie swoją pasją, zresztą całe moje dzieciństwo związane było ze sportem. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 28 w Toruniu, do klasy sportowej z siatkówką jako sportem dominującym. Trenowaliśmy 2h dziennie. Grałem też w piłkę nożną, wspinałem się i jeździłem na nartach.
Mówiąc o wzorach do naśladowania na parkiecie ponownie przywołam swojego tatę, od którego przejąłem: zapał, nieustępliwość i twardy charakter do gry.
W latach późniejszych moim idolem był rozgrywający Anwilu Włocławek – Gerrod Henderson, a także ikona koszykówki śp. Kobe Bryant. Podziwiałem ich finezję, ruchy i nastawienie na cel. Jako nastolatek dużo też trenowałem indywidualnie z ojcem, który nie wypuszczał mnie z boiska, dopóki nie trafię „iluś set” rzutów i nie zrobię poprawnie kilkunastu manewrów. Tyran (śmiech).
Koszykówka wykształciła we mnie charakter, który przydaje mi się po dziś dzień. Nie ma dla mnie problemu nie do rozwiązania. Do wszystkiego podchodzę optymistycznie z pewnością zwyciężania na każdym etapie.
2.Jakie były początki Twojej kariery? W jakich warunkach trenowałeś (ile razy w tygodniu). Pamiętam jeszcze okres jak wraz z kolegami, można powiedzieć „spałeś na Orliku” 3 LO Na Skarpie w Toruniu?
Olaf Szymański:
To prawda (śmiech). Spędzaliśmy tam z moimi przyjaciółmi: Maciejem Piechotą i Tomkiem Stankiewiczem tysiące godzin, w zasadzie każdą naszą wolną od nauki chwilę. Na początku nie było tam jeszcze nawet tartanu tylko „goły” asfalt! Kolana obrywały, ale my byliśmy zadowoleni (śmiech).
Początki kariery wspominam z dużym rozrzewnieniem. Zacząłem trenować w wieku, bodajże 9-10 lat. Była to 3 klasa podstawówki – jak na tę dyscyplinę, zacząłem bardzo wcześnie. Przyszedłem z tatą na pierwszy trening do 3 LO Na Skarpie, gdzie regularnie, 3-4 razy w tygodniu trenował rocznik 90-91’ i razem z nimi rozpocząłem tę przygodę. Dopiero 3-4 lata później zaczęły się kreować moje kategorie wiekowe. Pierwszych kilka sezonów na szczeblu wojewódzkim rozgrywałem z rocznikami 92-93, co pozwoliło mi naprawdę szybko rozwinąć się pod kątem sportowym. Dorosłem szybciej jako sportowiec i swoje atuty wykorzystałem później jako kapitan i lider swojego, a także niższych roczników.
Atmosfera w klubie „ZRYW”, jak i sam poziom sportowy trenerów w organizacji stał zawsze na najwyższym poziomie. Mieliśmy wszystko co było potrzebne, aby trenować, grać i się rozwijać. Klub od zawsze tworzył mikro społeczność, która wielokrotnie pomagała w życiu szkolnym jak i prywatnym. Pięknie wspominam ten okres, koszykówka to w zasadzie całe moje najlepsze, młodzieńcze lata.
Co do samych treningów, odkąd pamiętam trenowaliśmy niezwykle ciężko i zawzięcie, nawet 5-6 razy w tygodniu. Lał się pot, czasem krew, ale były z tego wymierne efekty na boisku no i niezastąpiona satysfakcja !
3.Który z trenerów lub osoba miała na Ciebie wpływ przy decyzji o kontynuowaniu koszykówki jako sportu nr 1?
Olaf Szymański:
Niestety nie miałem wyboru. Przez ojca koszykówka musiała być numerem 1 (śmiech). Zarówno ojciec jak i trenerzy mieli nieoceniony wpływ na moją juniorską karierę.
Szczerze mówiąc wszystkich trenerów wspominam bardzo dobrze i profesjonalnie. Każdy z Nich coś we mnie zaszczepił i czegoś nauczył, od Tomka Molendy począwszy przez Michała Gardockiego i Damiana Kłosowskiego ,aż po Ryszarda Szczechowiaka, Macieja Deręgowskiego i Bonifacego Karnowskiego.
Posługując się Twoją nomenklaturą, ex aqeuo trenerami numer 1 byli dla mnie: Damian Kłosowski i Ryszard Szczechowiak.
Damian to facet z niesamowitą charyzmą, wiedzą i podejściem do młodych chłopaków. Z kolei Ryszarda Szczechowiaka cechowała olbrzymia wiedza, doświadczenie, przenikliwość i umiejętność wykorzystywania atutów swoich podopiecznych.
Od Damiana nauczyłem się 100% zaangażowania w trening i wiary w swoje umiejętności. Dużo na mnie stawiał i ufał temu co robię na boisku chociaż pamiętam też zabawną teraz historię z jednego z treningów, jak przy wszystkich, delikatnie mówiąc „zbeształ” mnie od góry do dołu za brak odpowiedniego zaangażowania w wykonywanie jednego z ćwiczeń (śmiech). To była naprawdę gruba „zrypa”. Zawsze oczekiwał ode mnie pełnego profesjonalizmu i przykładania się do zajęć. Za czasów Damiana większość meczów wygrywaliśmy – to pokazało co znaczy trener z warsztatem. Poza tym był mocno sfocusowany na cel. Nie raz obrywało się zawodnikom za brak odpowiedniego podejścia do wykonywania nawet najprostszych czynności na treningu czy w grze. Damian miał jedną nieocenioną cechę – nigdy nie pozwalał sobie wchodzić na głowę. W jego drużynie wszystko chodziło jak w zegarku.
Od Ryszarda Szczechowiaka z kolei nauczyłem się widzieć szczegóły tej gry. Pokazał nam jak ważny w koszykówce jest każdy detal i skupienie na drobnostkach. Potrafił też poustawiać drużynę tak, że wyciągała w każdym meczu maxa. Na turnieju Twin Basket Cup w Toruniu za Jego wodzą pokonaliśmy jedną z najlepszych w naszym roczniku drużyn na Ukrainie, której zawodnicy grają obecnie zawodowo w dobrych ligach w Europie. Oczywiście cały turniej też wygraliśmy (śmiech).
4.Czy nie mylę się, że Twój „Prime Time” w karierze sportowej to rok 2011, kolejne awanse i prestiżowy finał Mistrzostw Polski Juniorów odbywający się w rodzinnym Toruniu? Odegrałeś główną rolę na parkiecie w towarzystwie starszych kolegów, a obecnie zawodników seniorskiej kadry Polski i najlepszych europejskich klubów – Przemka Karnowskiego i Tomka Gielo?
Olaf Szymański:
Tak, to był wspaniały czas, zdecydowanie prime. Osiągnęliśmy ogromny sukces na ogólnopolskiej arenie sportowej – brązowy medal Mistrzostw Polski Juniorów. To było wtedy w Toruniu naprawdę coś dużego, biorąc pod uwagę dwie kwestie. To, że takiego sukcesu w koszykówce dawno w mieście nie było, jak i to, że kategoria U18 to jedna z bardziej prestiżowych.
Stworzyliśmy z chłopakami naprawdę mocny zespół, oparty co prawda o dwie gwiazdy, już wtedy ogromnego formatu – Przemka Karnowskiego i Tomka Gielo (obecnie Liga ACB –klub Iberostar Tenerife ) . Obydwoje byli wówczas świeżo upieczonymi Vice Mistrzami Świata! Dopiero w finale musieli uznać wyższość ekipy z USA, z której kilku zawodników później grało lub otarło się o NBA…
Ostatnio, podczas wyjazdu na narty z Maćkiem Piechotą, wspominaliśmy ten czas i analizowaliśmy statystyki z tego finałowego turnieju MPJ (dostępne pod adresem: https://rozgrywki.pzkosz.pl/liga/9/sezon/8/statystyki/indywidualne/0/0/g0.html).
Graliśmy średnio 35 minut na mecz czyli praktycznie 90% czasu każdej rozgrywki. Było to dla nas olbrzymie obciążenie. Pamiętam jak po każdym meczu mieliśmy w kolejnych dniach uciążliwe skurcze i podkręcone kostki, które trzeba było rychło „reperować” przed kolejnym spotkaniem. Teraz, po czasie, patrząc pod kątem nazwisk na wykaz statystyk związanych z minutami spędzonymi na boisku ,czy punktami widać, że większość (ponad 80%) zawodników z turnieju, gra obecnie w polskiej ekstraklasie, a minimum w 1 lidze. To fajne uczucie, wiedząc, że kiedyś rywalizowało się z tymi chłopakami jak równy z równym…
5.A pamiętasz mecz, w którym rzuciłeś najwięcej punktów?
Olaf Szymański:
Wspominam trzy. Każdy był dla mnie pod jakimś kątem wyjątkowy.
Pierwszy to pojedynek z Duetem Włocławek, w którym rzuciłem bodajże 58 punktów. Graliśmy w obronie zaawansowaną zonę, umożliwiającą szybkie przechwyty i łatwe punkty, a jako że ja byłem najbardziej wysunięty to ta zdobycz punktowa nie przysporzyła mi wielkich trudności.
Drugim świetnie wspominanym przeze mnie spotkaniem był mecz z Novum Bydgoszcz ( grał w tym zespole Damian Jeszke obecnie zawodnik PLK Startu Lublin ) , śmiało stwierdzę, że najlepszym wówczas klubem z naszego rocznika na przestrzeni lat (do przerwy było 60 : 30 daliśmy koncert rzutów z dystansu mieliśmy dzień konia w pierwszej połowie kanonada trójek –wszystko wpadało 15×3 ) ! Zawsze „lali” nas kilkunastoma punktami i dopiero w kategoriach juniorskich potrafiliśmy stawić im czoła. Podczas jednego z pojedynków w Toruniu rzuciłem im ponad 30 punktów, nieskromnie mówiąc, prowadząc drużynę do efektywnego zwycięstwa.
Trzecim, świetnie zapamiętanym przeze mnie występem był mecz podczas Mistrzostw Polski Juniorów w Toruniu z GTK–Arka Gdynia, w której grali obecni zawodnicy drużyn ekstraklasowych. Rzuciłem 12 punktów, ale był to mecz na niezwykle wysokim poziomie sportowym. Miałem dyspozycję i czułem grę ,a szczególnie w obronie-defense ( tym wygrywa się mecze zawsze powtarzał Coach Damian ). Wykonałem kilka dynamicznych wejść, podczas których w ułamku sekundy gubiłem dobrych obrońców z nad morza (śmiech).
6.Czy potrafiłbyś odpowiedzieć na pytanie, dlaczego za Twoich czasów trenowanie koszykówki w klubie było nobilitacją, a obecnie trudno jest namówić młodzież do uprawiania nie tylko do koszykówki, ale także jakiejkolwiek innej aktywności?
Olaf Szymański:
Czasy się radykalnie zmieniły, zresztą nadal zmieniają. Nie umiem obiektywnie stwierdzić czy na lepsze czy gorsze, ponieważ wszelka transformacja jest od zawsze koniecznością. Jednakże ubolewam nad tym, że młodzież w dzisiejszych czasach więcej czasu spędza poza „światem realnym”. Ciężko jest ich o to co prawda winić czy osądzać, ponieważ mają teraz znacznie więcej alternatyw tych aktywności. Pamiętajmy jednak, że Oni tych alternatyw nie stworzyli tylko je zastali. Większość aktywności powoli przechodzi do internetu i komunikacji na odległość.
Myślę, że mimo wszystko znajdą się prawdziwi pasjonaci koszykówki tacy jak właśnie Pan Prezes , który pamiętam tworzył klimat i zabezpieczał nam sprawy organizacyjne perfekcyjnie na tamte trudne czasu oraz potrafił Pan pozyskać dodatkowe środki finansowe od sponsorów promować swoich wychowanków (a także innych sportów), być może będzie ich mniej, być może będzie ich ciężej „zwerbować”, ale będą i na nich się skupmy. Trenujmy ich, rozwijajmy jako ludzi i kształtujmy w nich charaktery. Mogę Pana Prezesa zapewnić, że w tej grupie będą moje dzieci (śmiech).
7. Miałeś duże predyspozycje przywódcze na boisku, ale i poza nim. Miałeś charakter do zawodowej gry. Powiedz jaka była przyczyna, że tak szybko zrezygnowałeś z koszykówki, której poświęcałeś latami praktycznie każdą wolną chwilę?
Olaf Szymański:
Myślę, że byłem po prostu za słaby (śmiech). A tak poważniej to jak zapewne wiesz pochodzę z prawniczej rodziny i w pewnym momencie, wspólnie z rodzicami zastanawialiśmy się co z moją przyszłością. Doszliśmy do wniosku, że zawodowa gra nie pozwoliłaby mi na pełne poświęcenie się studiom, czy jakiejkolwiek pracy fulltime pozostał więc jasny wybór. Czy idę w koszykówkę, ciesząc się życiem, ale bardzo dużo ryzykując, czy idę na studia i inwestuję w rozwój edukacyjno-zawodowy. Po przeanalizowaniu wszystkich „za” i „przeciw” została podjęta, że tak powiem decyzja racjonalna. Nie mogłem pozwolić sobie na ryzyko jakie niesie za sobą zawodowa kariera – kontuzje, niewypłacalność klubów i brak profesjonalizmu w zarządzaniu Prezesów , którzy podpisują wirtualne kontrakty oraz niepewne zarobki koszykarzy , którzy często musieli walczyć o swoje finanse tj. wypłacanie kontraktów przed Basketball Arbitral Tribunal tj. profesjonalna organizacja FIBA w Lozannie . To spowodowało, że aplikowałem na prawo w Toruniu i rozpocząłem działalność zawodową w sektorze nowych technologii i marketingu w Social Mediach.
8.Pochodzisz z rodziny prawniczej, ukończyłeś tak jak rodzice z powodzeniem i bardzo dobrą oceną prawo na UMK w Toruniu, a jednak nie zdecydowałeś się iść na aplikację, poszedłeś w zupełnie inną stronę. Jesteś współzałożycielem i właścicielem, jak można przeczytać, jednej z największych w Polsce agencji Social Media & Retail Markretingu – Socialtime. Mógłbyś przystępnym dla czytelników i dla naszych wychowanków językiem wyjaśnić ,czym zajmuje się Socialtime?
Olaf Szymański:
Postaram się, chociaż w tej branży zrozumiały język chyba nie istnieje (śmiech).
Socialtime zajmuje się m.in. tworzeniem, dystrybucją i wdrażaniem infrastruktury do
realizacji efektywnych, płatnych kampanii reklamowych w obrębie ekosystemu mediów
społecznościowych. Nasze narzędzia umożliwiają analizę i segmentację baz danych, a także
późniejsze mikro-targetowanie czyli wyświetlanie reklam konkretnym, bardzo wąskim grup
odbiorców, które sobie obierzemy. Przykładowo, sieć kin chce wyświetlić reklamy
sprzedażowe, zachęcające konkretną grupę docelową (np. kobiety, które mają dzieci w
wieku od 2 do 5 lat lub mężczyzn interesujących się filmami Marvela), do zakupu biletów na
powiązane z tymi cechami/zachowaniami seanse, w konkretnych kinach. Wtedy my
analizujemy taką grupę docelową, przygotowujemy ją do emisji, nakładamy określone
kryteria i finalnie wszyscy określeni w w/w grupie, w pobliżu konkretnych kin widzą na
swoich smartfonach grafiki lub spoty zachęcające ich do uczestnictwa w konkretnych
seansach, w najbliżej położonym dla nich kinie.
Socialtime zajmuje się także kompleksową obsługą kanałów Social Meda i realizacją
zaawansowanych kampanii FB & Social ADS. Obsłużyliśmy i obsługujemy setki firm z różnych
sektorów gospodarki, dostarczając im kompetentny zespół, narzędzia, know/how, a nawet
gotowy content kreatywny (treści postów i reklam) wraz z grafiką czy innym materiałem
reklamowym gotowym do emisji. Obecnie obsługujemy na stałe ok. 60 firm z całej Polski, w
tym globalne podmioty, ale także mniejsze, lokalne działalności.
W działalności marketingowej koncentrujemy się w kampaniach reklamowych tzw. „FB &
Social ADS” dedykowanych dla branży Retail. Na dzień dzisiejszy współpracujemy z 14oma
dużymi centrami handlowymi na terenie całej Polski.
Jako agencja zainwestowaliśmy też duże środki w zakup technologii do tworzenia Chatbotów
opartych o uczenie maszynowe (quasi sztuczną inteligencję) i API Facebooka. Mają one
transformować cyfrową obsługę klienta.
Co do Pana Prezesa pytania o aplikację prawniczą to przyznam szczerze, że już w trakcie
studiów wiedziałem, że na nią nie pójdę. Zagrałem all in na Social Media. Mimo, że wiele
osób uważało, że mam w tym rozdaniu słabą rękę, okazało się, że był to jednak mocny
straight, być może nawet poker. Odnalazłem się w tej branży jako przedsiębiorca, lider, ale
przede wszystkim jako człowiek.
9.Czy tęsknisz za koszykówką?
Olaf Szymański:
Nie tęsknię za samą koszykówką, ponieważ mam jej w miarę dużo na co dzień. Jeżdżę na mecze Polskiego Cukru i Anwilu, śledzę polską ekstraklasę, a także gram w dwóch drużynach amatorskich w Toruniu i tu, gdzie mieszkam, w Warszawie. Tęsknię jedynie za intensywnością treningów i emocjami rozgrywek na najwyższym sportowo poziomie, ponieważ były to doznania nie do zastąpienia…
10. Czy masz w planach aktywnie, zawodowo uczestniczyć w rozwoju i promocji koszykówki?
Olaf Szymański:
Tak, chodzi mi gdzieś po głowie taki plan natomiast obecnie skupiam się na karierze i wygenerowaniu aktywów umożliwiających mi późniejsze, dużo bardziej efektywne zaangażowanie się. Obecnie każda inicjatywa spoza życia klubu, każde wsparcie, czy pomoc zewnętrzna wiąże się przede wszystkim z finansami. Większość organizacji koszykarskich w Polsce ma z tym problem. Zadaniem numerem jeden w klubach jest pozyskiwanie środków sponsorskich od partnerów ,czy dbanie o relację z miastem, celem pozyskania środków gminnych, ponieważ nie ma póki co ogólnopolskiego hype’a na masowe wspieranie klubów sportowych, a te ponoszą niesamowicie duże koszty działalności operacyjnej. Chciałbym realnie wesprzeć i wspomóc w rozwoju jakiś toruński klub, zaangażowany w koszykówkę może będzie to kameralny klub MKS ZRYW ,który co wiem wspiera i promuje swoich wychowanków w rozwoju ich kariery koszykarskiej ?. Wierzę i wiem, że przyjdzie taki czas, ale przede mną jeszcze trochę pracy. Wyznaje zasadę, że jak się angażować to na 100%.
Na zakończenie powiem, że martwi mnie jednak brak szkolenia i trenerów na odpowiednim poziomie w Polsce dla młodzieży, czego efektem jest granie tych grup młodzieżowych w Dywizji B w Europie. Nikt tego projektu nie kontroluje i widać jacy zawodnicy polscy są na parkietach PLK . Łatwiej i szybciej jest zakontraktować zawodnika zagranicznego ,niż wyszkolić własnego wychowanka dotyczy ,to również naszych klubów PLK z regionu kujawsko-pomorskiego .
Bardzo dziękuję za miłą rozmowę , w której przekazałeś wiele swoich spostrzeżeń i wniosków . Myślę ,że to będzie ciekawy wywiad rzeka dla Nas wszystkich w dobie pandemii i hasło nasze zobowiązuje dla naszych wychowanków oraz sportowców „ zostań w domu” . Życzmy Ci dużo zdrowia oraz wielu sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym.
Olaf Szymański: Również dziękuję i do zobaczenia.
*Olaf jako wychowanek klubu hojnie wspiera i pomaga finansowo klubowi MKS „ZRYW”, a także wspiera flagowy projekt klubu – Memoriał Wojtka Michniewicza, rozgrywany co roku na koniec wakacji na toruńskiej Arenie. Warto wspomnieć, że agencja wspiera finansowo również inne toruńskie kluby: futsalowy FC Toruń oraz piłkarską Elanę Toruń.






